niedziela, 18 lutego 2018

PTAKI WODNE NA JEZIORZE.

To jezioro, to Pogoria III, które nie raz już pokazywałam. Lubię je jednak i bywam tam, jak tylko mam na to ochotę i pogoda temu sprzyja, a w tym dniu sprzyjała. Było mroźno, ale nie wiał wiatr i słońce świeciło. Jezioro było prawie zamarznięte i był śnieg w niektórych miejscach. 




Pepa szalała ze swoją zabawką na plaży, więc



ja mogłam spokojnie robić zdjęcia. Ptaków było dużo, ale ja skupiłam się na małych grupkach i na pojedynczych ptakach.
Ten łabędź wyglądał jakby chciał wziąć inne ptaki pod swoje skrzydła :)



Niektóre łabędzie ślizgały się na lodzie i siadały, 



a kaczki odważnie maszerowały.  



Łabędzi i kaczki zjadały nasiona kukurydzy z lodu.





Ten łabędź pływa w wodzie, a łyska stoi na lodzie.



Ten wpatruje się w swoje odbicie.


Tu spotkały się dwa dzioby.


Nie wiem czemu jeden z nich się złościł.  


Chyba dzięki temu, że wyszukiwałam pojedyncze okazy, zobaczyłam po raz pierwszy na tym jeziorze cyraneczkę :).




Wróciłam ze spaceru troszkę zmarznięta, ale zadowolona.



sobota, 10 lutego 2018

SKANSEN W WYGIEŁZOWIE I ZAMEK LIPOWIEC.

Nadwiślański Park Etnograficzny, to nazwa powstałego w 1968 roku we wsi Wygiełzów w gminie Babice skansenu. Skansen położony jest u stóp wzgórza Lipowiec, gdzie zgromadzono i udostępniono do zwiedzania przykłady budownictwa drewnianego charakterystycznego  dla Zachodniej Małopolski. Są tam eksponaty z XVIII i pierwszej połowy XIX wieku. Byłam tam w ostatnią niedzielę stycznia, pogoda nie była ciekawa, zimny wiatr, chmury na niebie i chwilami drobny deszcz. Mimo wszystko, bardzo mi się skansen podobał i wrócę tam wiosną lub latem, gdy będzie zielono, będą kwiaty i dokładniej wszystko pooglądam.
















Ozdoba starego ula.












Jak pisałam skansen jest u stóp wzgórza Lipowiec, a na nim są ruiny zamku biskupów krakowskich



Początki obecnego zamku sięgają 1243 roku, gdy Bolesław Wstydliwy polecił biskupowi Prandocie wznieść strażnicę w celu ochrony granic państwa. Zamek był dobrem biskupów i był rozbudowywany. Wybudowano wieżę, która pełniła rolę obronną, ale i spełniała funkcję więzienia dla skazanych na śmierć głodową. W 1443 roku zamek przestał pełnić rolę rezydencyjną dla biskupów krakowskich. W Lipowcu powstało więzienie dla duchownych, nadal jednak przebywał tam jeden z biskupów oraz załoga wojskowa. Zamek był rozbudowywany i do końca XVIII wieku spełniał rolę więzienia i to bardzo dobrego. Zanotowano tylko jeden przypadek udanej ucieczki i to dzięki, według legendy, córce dozorcy więzienia, która zakochana w skazanym  dostarczyła mu sznur, dzięki któremu opuścił się na zewnątrz. Dotarłam do zamku,





 wchodziłam wyżej



 i wyżej,



 ale na wieżę



nie poszłam, bo końcówka wejścia była po drabinie i na to się jeszcze nie odważyłam. Był tylko mąż, ja szukałam ciekawych szczegółów,






a Pepa podziwiała widoki, 



a później cierpliwie czekała na męża.  



Mam nadzieję, że spacer nie był zbyt długi, ja dałam radę, więc tym bardziej Wy :)))

piątek, 2 lutego 2018

CZAS SZYBKO LECI :)

W tym  tygodniu pokazało się słoneczko na niebie i wybrałam się z Pepą do ogródka.


Zauważyłam, że był jeszcze nie całkiem rozwinięty przebiśnieg.



Ucieszyłam się, że wkrótce będzie ich dużo i będą śliczne.


Zrobiłam przegląd roślin, niektóre mają już pąki. Żadnych szkód nie ma jak na razie, ale do końca kalendarzowej zimy jeszcze daleko.
Wracając zajrzałam zza ogrodzenia do ogródka koleżanki i oniemiałam, popatrzcie dlaczego :).


Czyżby u niej słoneczko mocniej świeciło :)))
Oprócz podziwiania przebiśniegów podglądałam sikorki, i nie tylko, przy karmnikach.  




Ja nie mam tej zimy karmników w ogródku z wiadomych powodów, ale mam na balkonie i sikorki też widuję. 


Na koniec spaceru Pepa "obszczekała" niestety tego ślicznego kotka, którego zauważyła w kolejnym ogródku :(.


Czas szybko leci, bo dzisiaj mija już 7 lat od mojej pierwszej publikacji na blogu ! Mam zamiar być jeszcze długo z Wami :))).

PS. Ja sporo chodzę, jak zalecił lekarz, chodzę już prawie wyprostowana, kręgosłup się mniej "buntuje", ale nie mogę się pozbyć utykania niestety. Martwi mnie to,  a może jestem niecierpliwa, może to wymaga dłuższego czasu :(.

czwartek, 18 stycznia 2018

CHODZIŁAM NA SPACERY I MAM DUŻO CHODZIĆ, ALE ...


Ostatni zeszłoroczny spacer był przy zbiorniku Stawiki w Sosnowcu i chodziłam o kulach, tak jak i na poprzednich. Nie było to ani łatwe, ani przyjemne, gdy trzeba było uważać na "cztery nogi".





2 stycznia byłam na kontrolnej wizycie w szpitalu w Krakowie. Mam wytyczne:
               - chodzić po schodach normalnie,
               - chodzić w domu  i na dworze bez                                 kul, 
               - chodzić jak najwięcej i starać się 
                  utrzymywać prawidłową postawę                                i chód.  
Ostatni punkt jest dla mnie rehabilitacją i nie mam chodzić na ćwiczenia, mam wręcz zakaz.  
Byłam w Krakowie, 

   
więc był pierwszy spacer bez kul i kilka zdjęć z uwielbianego przeze mnie miasta. Był i smog, co widać na niektórych zdjęciach.












 Dobrze, że w pobliżu gdzie mieszkam, są liczne zbiorniki wodne, bo lubię wodę i spacery przy nich.  Ten spacer jest w Kazimierzu Górniczym, dzielnicy Sosnowca.







Kolejny spacer jest nad Pogorią I w Dąbrowie Górniczej.







Oczywiście nie codziennie gdzieś tam jadę, żeby później spacerować. Jak nie jadę, to chodzę z Pepą na spacery, z czego i ona pewno jest zadowolona.





W mieszkaniu też już mam wydeptane ścieżki :).

Bez kul chodzę bez problemu. W domu zresztą już wcześniej chodziłam. Schody, to też nie problem. Chodzenia jest dużo, zgodnie z zaleceniami. Skąd więc "ale", które jest w tytule postu ? To "ale" to,  utrzymanie prawidłowej postawy przy chodzeniu i właściwego chodu. Ja prawie trzy lata chodziłam pochylona do przodu i utykałam, bo jedna noga była krótsza z powodu starej chrząstki. Pewno i to częściowo  przyczyniło się do zmian w kręgosłupie, które zostały stwierdzone już przed zabiegiem. Teraz muszę chodzić wyprostowana, a to wybitnie nie odpowiada kręgosłupowi. "Buntuje się" i boli :(. Lekarz miał rację, że wszystkie bóle nie miną po zabiegu. Nie boli prawie biodro (tylko przy wstawaniu z krzesła), ale boli kręgosłup. Na rehabilitację kręgosłupa jeszcze nie mogę chodzić. Kiedy będę mogła, dowiem się 27 lutego w trakcie kolejnej wizyty kontrolnej w szpitalu w Krakowie. Nogi mam równe, a dalej utykam, nie ciągle, ale tak. To chyba "nawyk" z poprzedniego  chodu :(. Próbuję różnych sposobów i nawet chodzę z książką na głowie :), ale jak na razie bez efektu. :(((

Wyżaliłam się,  bo chcę żebyście wiedzieli dlaczego zamilkłam i nie ma mnie prawie na Waszych blogach. Mam nadzieję, że wkrótce będzie lepiej i zacznę Was odwiedzać :))).